Wysłany: Wto Sie 14, 2007 7:59 pm Temat postu: Nie umiem grać... :(
To jedyny wniosek do jakiego dochodzę po tylu latach gry . Stanąłem gdzieś na poziomie III i jakoś nie za bardzo chcę się z tym pogodzić... Dlatego szukam jakiegoś bodźca do nauki, może kogoś, kto by się nade mną poznęcał nieco i służył od czasu do czasu dobrą radą potrafiąc wskazać na błędy jakie popełniam... Fajnie byłoby popracować regularnie nad deską ( nawet tą wirtualną ) z lepszym od siebie szachistą.... Jeżeli jest tu jeszcze jakiś szachista ( lub szachistka ) mający dosyć przypadkowych partii z przypadkowymi ludźmi, to zapraszam do wspólnej pracy i zabawy . _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
Kiedyś trochę z Tobą grywałem i moim zdaniem Twoim największym problemem są liczne podstawki. Co z tego, że do pewnego momentu grasz dobrze, jak potem jednym ruchem przegrywasz partię . Musisz popracować głównie nad koncentracją. Druga sprawa jest taka, że poprzez grę wiele się nie można nauczyć. Możesz grać i grać a ciągle będziesz na tym samym poziomie. Najlepsza nauka to rozwiązywanie zadań tylko nie takich jak samomaty .
Nic mi nie mówcie o podstawkach hehe. Właśnie ograłem w kilkunastu posunięciach pewnego gościa na yahoo, a potem gładko przegrałem 2, albo 3 kolejne... Takiego burdelu, chaosu i głupich strat wsród własnej armii dawno nie widziałem ( a grałem białymi... ). Zadania zadaniami - pomagają szybciej znaleść mata, dają przykłady sytuacji matowych, patowych i temu podobnych, ale jakoś trzeba dojść do tego momentu gry... z możliwie najliczniejszą ekipą . Zmysł kombinacyjny mam niezły, tylko nieraz nieco stępiony i kończy się tym że zamiast zamatować rywala 2 bierkami, to zostaje z 2 powiedzmy figurami przeciwko 5 rywala . Do debiutów też średnio przywiązywałem wagę i to chyba kolejny z błędów... W porywach znałem ogółem z 40 różnych wariantów, ale kiepsko było z określeniem jaka jest idea którego i nie było za bardzo z kim poćwiczyć ( kiedyś faktycznie Ik85 grał nieco ze mną - chcesz może znowu ? ) żeby się na własnej skórze przekonać czego można oczekiwać w danej sytuacji albo w jakie bagno się wpakować . I temu miałyby służyć np takie partie komentowane przez obie strony. Poza tym moją siłę gry najbardziej ukształtowało parę pozycji książkowych - np. program szkolenia na szachistę III kategorii ( do dzisiaj nie wiem co jest ciekawego i jakie wskazówki w programie na II - wie ktoś ? ), graj jak arcymistrz ze wskazówkami jak dokonywać oceny pozycyjnej, albo szybki kurs końcówek Konikowskiego... Inni gracze mogą mieć inne książki, czytali inne wskazówki, można by się nauczyć czegoś nowego... Tego nie znajdziecie w żadnych zadaniach - choćbyście się ich prosili nie wiem ile, to i tak nie przemówią... . _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
Ja ostatnio spojrzałem na statystyki swoich partii na Playchess.com. [błąd] 43% białymi, 57% czarnymi
Aktualizacja 09.12.2007
Okazuje się, że jeśli w Chessbase Light wybrać statystyki dla gracza i koloru, program wygrane pokazuje jako 1-0 niezależnie od koloru. Na przykład Leoninus, Black, 1-0 oznacza wygrane czarnych! Tak więc u mnie wygląda to dokładnie na odwrót, niż przed chwilą pisałem. W tempie godzinnym białymi wyciągnąłem 44%, a czarnymi — 43. W tempie piętnastominutowym (sto kilkadziesiąt partii w okolicach 10'+5'') białymi wyciągnąłem 47%, a czarnymi — 41. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Ostatnio zmieniony przez wojtzuch dnia Nie Gru 09, 2007 11:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Jak ktoś lubi teoretycznie się bronić to może być i tak . Chociaż i czarnymi można agresywnie pognębić białe ponosząc ofiary... Co to było Ik85 ? Kontrgambit Albina ? Do dzisiaj to jeszcze pamiętam . Jedna z fajniejszych partii jaka mi wyszła ( książkowa podkucha ) i to w grze o jakąś stawkę . _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
Wysłany: Wto Sie 14, 2007 9:08 pm Temat postu: Re: Nie umiem grać... :(
petrosjan napisał:
Dlatego szukam jakiegoś bodźca do nauki, może kogoś, kto by się nade mną poznęcał nieco i służył od czasu do czasu dobrą radą potrafiąc wskazać na błędy jakie popełniam... Fajnie byłoby popracować regularnie nad deską ( nawet tą wirtualną ) z lepszym od siebie szachistą.... Jeżeli jest tu jeszcze jakiś szachista ( lub szachistka ) mający dosyć przypadkowych partii z przypadkowymi ludźmi, to zapraszam do wspólnej pracy i zabawy .
Jeśli nie masz bodźca do samodzielnej pracy nad szachami, to czyjaś obecność niewiele zmieni.
Piszesz, że nie robisz postępów i ciągle podstawiasz figury. Jakim tempem najczęściej grywasz?
Zadania zadaniami - pomagają szybciej znaleść mata, dają przykłady sytuacji matowych, patowych i temu podobnych, ale jakoś trzeba dojść do tego momentu gry... z możliwie najliczniejszą ekipą . Zmysł kombinacyjny mam niezły, tylko nieraz nieco stępiony i kończy się tym że zamiast zamatować rywala 2 bierkami, to zostaje z 2 powiedzmy figurami przeciwko 5 rywala .
Taki jesteś dobry ? Zaraz Ci podam na PW kilka linków z kombinacjami i sie okaże czy faktycznie masz taki dobry zmysł . Rozwiązując takie zadania uczymy się nie tylko uderzeń taktycznych, ale ogólnie widzenia pozycji po wykonianiu iluśtam posunięć w myślach. Jak dla mnie to jest podstawa dobrej gry, a dopiero później są takie czynniki jak planowanie. Najpierw trzeba popracować nad taktyką, a dopiero później zajmować się teorią.
Petrosjan aktualnie jakoś kompletnie nie mam motywacji do gry, ostatnią partię na kurniku grałem już nawet nie pamiętam kiedy. Jak mi wróci chęć do gry to dam znać . Jedyne co teraz robię to rozwiązuję raz na jakiś czas jakieś kombinacje, żeby zachować jako taką formę.
A co do tej pamiętnej partii to był to Kontrgambit Albina .
Wysłany: Wto Sie 14, 2007 9:52 pm Temat postu: Re: Nie umiem grać... :(
acidity napisał:
Jeśli nie masz bodźca do samodzielnej pracy nad szachami, to czyjaś obecność niewiele zmieni.
Pomoże chociaż o tyle, że jak się umówię np na ćwiczenie sycylijskiej albo czegoś innego, to siłą rzeczy zajrzę do książki i coś tam powtórzę . Dobre chociaż i to. No i zawsze to jakaś odmiana i coś nowego, a stagnacja w niczym jak wiesz nie wskazana .
acidity napisał:
Piszesz, że nie robisz postępów i ciągle podstawiasz figury. Jakim tempem najczęściej grywasz?
Kiedyś grałem na 5 tylko, teraz preferuję 10. W sam raz żeby zagrać to co mniej więcej bym chciał + jest nieco czasu na podumanie nad pozycją i poszukanie kombinacji. Ze słabszymi graczami zostaje mi zazwyczaj jeszcze parę minut. Gorzej jak mam chaos w szeregach i brak mi planu na grę - wtedy czas mnie wykańcza i jest jeszcze gorzej... Mógłbym grać dłuższe, ale to raczej po to żeby pogadać z przeciwnikiem i wymienić uwagi... inaczej bym się zanudził, albo w większym stopniu zajął się przełaczaniem kanałów w stojącym obok monitora telewizorze . _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
Taki jesteś dobry ? Zaraz Ci podam na PW kilka linków z kombinacjami i sie okaże czy faktycznie masz taki dobry zmysł
Dawaj je . Tpp ze świszczącym nad moją głową biczem i goniącego do zrobienia zadania konkursowych mam już z głowy, to mogę nad kombinacjami posiedzieć . A jak się rozkręcę to jeszcze wladkowe jakieś zrobie . Widzicie ? Trochę człowiek pogada i już ochota do gry i myslenia większa . Dlatego i do wirtualnych stołów szukam partnera. _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
Wysłany: Wto Sie 14, 2007 11:20 pm Temat postu: Re: Nie umiem grać... :(
petrosjan napisał:
acidity napisał:
Jeśli nie masz bodźca do samodzielnej pracy nad szachami, to czyjaś obecność niewiele zmieni.
petrosjan napisał:
Pomoże chociaż o tyle, że jak się umówię np na ćwiczenie sycylijskiej albo czegoś innego, to siłą rzeczy zajrzę do książki i coś tam powtórzę .
Przeczytaj uważnie, to co napisałeś. M.in. to miałem na myśli, pisząc poprzedni post. Liczysz, że jak posłuchasz bajdurzenia kogoś lepszego, to raptem czegoś się nauczysz? Tu trzeba ciężkiej pracy analitycznej od obydwu trenujących, a nie tylko jednego.
petrosjan napisał:
acidity napisał:
Piszesz, że nie robisz postępów i ciągle podstawiasz figury. Jakim tempem najczęściej grywasz?
petrosjan napisał:
Kiedyś grałem na 5 tylko, teraz preferuję 10. W sam raz żeby zagrać to co mniej więcej bym chciał + jest nieco czasu na podumanie nad pozycją i poszukanie kombinacji. Ze słabszymi graczami zostaje mi zazwyczaj jeszcze parę minut. Gorzej jak mam chaos w szeregach i brak mi planu na grę - wtedy czas mnie wykańcza i jest jeszcze gorzej... Mógłbym grać dłuższe, ale to raczej po to żeby pogadać z przeciwnikiem i wymienić uwagi... inaczej bym się zanudził, albo w większym stopniu zajął się przełaczaniem kanałów w stojącym obok monitora telewizorze
Mam nadzieję, że wybaczysz mi szczerość mojej opini?
Jak można nauczyć sie grać w szachy wykonując 40-50 pos w 5 albo 10 minut? O jakim dumaniu i kombinacjach piszesz? Przecież na to czasu jest za mało. Dłuższym tempem nie masz o czym myśleć? A choćby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jak tu zagram to nie podstawię? A poszukać słabych i silnych stron w pozycji, zaplanować grę? Prawdziwe szachy, to nie jest przestawianka i czekanie, aż ktoś w końcu coś podwali.
Chcesz z kimś zagrać partię P-10 i robić jej analizę. Już sam pomysł uważam, za absurdalny, a poza tym, widzę tu konflikt pomiędzy dwoma powyższymi cytatami. Nad czym chcesz myśleć w tej analizie skoro przez 10 minut trwania partii wyczerpujesz całą wiedzę i więcej czasu spowodowało by, żebyś się nudził?
A zrezygnowałeś z powolniaka _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam,Tomasz Ptaszyński
Nic mi nie mówcie o podstawkach hehe. Właśnie ograłem w kilkunastu posunięciach pewnego gościa na yahoo, a potem gładko przegrałem 2, albo 3 kolejne... Takiego burdelu, chaosu i głupich strat wsród własnej armii dawno nie widziałem ( a grałem białymi... ). Zadania zadaniami - pomagają szybciej znaleść mata, dają przykłady sytuacji matowych, patowych i temu podobnych, ale jakoś trzeba dojść do tego momentu gry... z możliwie najliczniejszą ekipą .
Witaj Petrosjanku, Tajgerze .
Oto lista programów, które z całą pewnością pomogą Ci wyleczyć Twoje słabości:
"Encyclopedia of Opening Blunders".
"Encyclopedia of Middlegame" wszystkie 4 części.
"Advanced Chess School.".
Programy traktują nie o kombinacjach, ale w rzeczy samej opierając się nieco o nie traktują o w/w bolączkach.
Wysłany: Sro Sie 15, 2007 1:30 pm Temat postu: Re: Nie umiem grać... :(
acidity napisał:
Liczysz, że jak posłuchasz bajdurzenia kogoś lepszego, to raptem czegoś się nauczysz? Tu trzeba ciężkiej pracy analitycznej od obydwu trenujących, a nie tylko jednego.
Hhmm.... Ktoś mi kiedyś bajdurzył żeby nie blokował figur, walczył o centrum i nie wyprowadzał na początku cięzkich figur... I pomogło. Potem ktoś inny mi bajdurzył o wykorzystywaniu elementów geometrycznych na szachownicy, ocenie pozycyjnej, prawie kwadratu i innych takich... I też pomogło. Co miała z tym wspólnego analiza ? Nic, albo niewiele. Dlatego liczę na bajdurzenia lepszego przeciwnika i na to że dowiem się czegoś nowego... I znowu pomoże .
acidity napisał:
Jak można nauczyć sie grać w szachy wykonując 40-50 pos w 5 albo 10 minut? O jakim dumaniu i kombinacjach piszesz? Przecież na to czasu jest za mało. Dłuższym tempem nie masz o czym myśleć? A choćby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jak tu zagram to nie podstawię? A poszukać słabych i silnych stron w pozycji, zaplanować grę? Prawdziwe szachy, to nie jest przestawianka i czekanie, aż ktoś w końcu coś podwali.
Uczyłem się grać grając partie 20 minutowe i schodząc systematycznie w dół... Aż do momentu kiedy zatrzymałem się na 5 minutówkach. Dwukrotne zwiększenie czasu, to aż nadto żeby elegancko kogoś rozłożyć na łopatki, albo przegrać robiąc podstawki . Ale te podstawki nie do końca bym wiązał z czasem gry... Dla kogoś kto gra partie w realu po godzine albo dłuższe, taki czas wydaje się rzeczywiście mały. Poza tym długie siedzenie nad deską nie zawsze oznacza lepszą i dokładniejszą grę... Ik85 przesłał mi właśnie link do diagramów z kombinacjami. Zaskoczyło mnie to że były one dla II wzwyż. 4-5 zrobiłem prawie od ręki i zrobiłbym grając te swoje 10 minutówki... Dlatego nie wiem dlaczego piszesz że podczas gry na 10 minut nie mozna mysleć . Można nie tylko myśleć, ale i się wyrabiać doprowadzając do nie mniej ciekawych pozycji niż w partiach długich, czy normalnych . Gorzej byłoby gdybym znalazł się w sytuacji, pozycji której nie znam i nie wiedziałbym za bardzo co chciałbym zagrać . Ale takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko .
acidity napisał:
Chcesz z kimś zagrać partię P-10 i robić jej analizę. Już sam pomysł uważam, za absurdalny, a poza tym, widzę tu konflikt pomiędzy dwoma powyższymi cytatami. Nad czym chcesz myśleć w tej analizie skoro przez 10 minut trwania partii wyczerpujesz całą wiedzę i więcej czasu spowodowało by, żebyś się nudził?
Eee... Ja tu żadnego konfliktu nie widzę . Sam przytaczałeś moje zdanie - "Mógłbym grać dłuższe, ale to raczej po to żeby pogadać z przeciwnikiem i wymienić uwagi..." - czyli nie zakładam gry na 10 minut i dogłębną jej wspólną analizę. Na 10 gram bez gadania i o to mi właśnie chodziło, że gdybym zwiększył czas i tylko grał, to bym się zanudził . _________________ Jestem kompiarzem... Dlaczego ? Bo na kurę nie wchodzę z playstation, tylko kompa... <brecht ze wszystkich wyzywających od kompiarzy>.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach