Matti wygrał... od 23 posuniecia mialem ponizej minuty na ruch
Tak mnie łeb nawalał że szok.... ale to żadne wytłumaczenie....
najgorszy jest fakt, że matti stał źle i zacząłem za dużo myslec i go nie skonczylem
Pozdro
Miałem niewysłowioną przyjemność oglądać tą partię. Rzeczywiście, matti stał źle... Od posunięcia 22 ... Gb5, gdzie traci jakość aż do 25 ... Gb5, gdzie wygrywały już (ponownie?) białe. Cuda się naturalnie zdarzają, ale przy tak ustawionych skoczkach nie sposób było nazwać pozycji białych złą...
Zacznę przewrotnie od podziękowania za podarowany punkt oraz możliwości rozegrania partii z tak wybitnym zawodnikiem.
Pozwoliłem sobie dodać kilka pytajników
Popełniłem 2 grube błędy - po prostu 2 głupie podstawki których przeciwnik nie wykorzystał. A przez całą partię to ja byłem stroną aktywniejszą...
i teraz sendo tematu...
Jestem po raz kolejny zażenowany zachowaniem michała...
(zostanę zlinczowany pewnie przez moderatora i admina ale zacytuję rozmowę)
Cytat:
michal95 19:42:46
*** mac
michal95 19:42:48
co to za niedoczas
michal95 19:44:20
nara
michal95 19:52:21
kurka....taki wór że szok boli miałes.... czas mnie poprostu wyrąbał, za duzo liczylem a nie widzialem oczywistej wygranej....
michal95 19:53:13
gratuluję wygranej, choć nie do końca zasłużonej ( z gry), a ja muszę nad czasem ptorenować.... mogłem grać Hc7 a nie Ha8....ale 5 sekund i nie wiedziałem co grać
I już szczerze mówiąc nie wiem czy mam ochotę na jakieś partię z tym zawodnikiem...
Pozdrawiam i oczekuje wyzwań na kolejne pojedynki.
oprócz pierwszego impulsywnego tekstu, ze sportowej złości i bólu głowy który mnie rozwala od 2 dni
Dołączył: Aug 12, 2006 Posty: 310 Skąd: Starogard Gd.
Wysłany: Sro Wrz 17, 2008 12:14 pm Temat postu:
Michał95 napisał:
oprócz pierwszego impulsywnego tekstu, ze sportowej złości i bólu głowy który mnie rozwala od 2 dni
Cytat:
gawędziarz Kazimierz Makarczyk mawiał:
Moje nieszczęście polega na tym, że wygrywam tylko z chorymi przeciwnikami. Wygrałem z tym, ale on nie mógł spać poprzedniej nocy, wygrałem z następnym, ten znowu nie mógł jeść i był osłabiony, inny miał gorączkę, tamten cierpiał na ból głowy itd. itd. [...]
Mottem niech będzie tu znane powiedzenie Steinitza:
"Szachy nie są dla ludzi słabych duchem."
a tutaj cały tekst artykułu _________________ Pewność, że Bóg istnieje, pewność, która nadaje sens życiu, jest znacznie bardziej pociągająca niż możność czynienia zła bezkarnie.
prawda jest taka i jedyna że KAŻDY "ma prawo do swojego zdania"
Uważam poprostu że stałem lepiej - ale tylko moją winą było iż nie "skończyłem" przeciwnika , nie rozumiem po co od razu taki szum ze strony mattihau...
Wystarczyło olać moje głupie zachowanie, za które sam na siebie jestem wściekły, a nie robić awanturę na całe forum, mogę się spytac ile razy sam był w takich sytuacjach w REALU jak i w necie "że coś mu się wymcknęło" ? i co robili wielką porutę ?
Nic nowego, Michał kulturą gry nigdy nie zachwycał. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek podziękował za grę po przegranej partii i to niezależnie od przeciwnika(np. w turniejach blitza forumowiczów), czasem nawet coś niemiłego powie. O tym, że dla niego przegrana na skutek niedoczasu to żadna przegrana, to nawet nie wspomnę, bo było to już kilka razy porzuszane na forum. Z wiekiem może nabierze kultury.
@Michał95
Zamiast wychodzić z siebie z wściekłości, spróbuj wyjść z siebie i stanąwszy obok, spojrzeć na swoją osobę z innej perspektywy. Może pomoże? _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam,Tomasz Ptaszyński
Co można, czego nie powinno mówić się rywalowi po partii?
Na pewno nie można mówić "miałem wygraną". Jest to bardzo nieeleganckie i fatalnie świadczy o danej osobie. Świadczy o braku elementarnej kultury.
Ja, nawet jeśli mnie sprawa nie dotyczy(a nie dotyczy, bo w szachy już nie grywam), to juniorom z naszego klubu nie pozwolę w swojej obecności tak mówić. Jak któremuś czasem się przy mnie wymsknie, to natychmiast pytam - to czemu nie wygrałeś, skoro miałeś wygraną? Gdybyś miał wygraną, to byś wygrał, a jeśli tak się nie stało, to znaczy że wygranej nie było.
Niektórym może się wydawać inaczej, ale moje słowa mają sens. Otóż, wygrana wcale nie musi równać się świadomości jej istnienia, a już tym bardziej wiedzy jak partię doprowadzić do pomyślnego końca. Jeśli podczas gry, nie zdawałeś sobie sprawy, że w którymś momencie mogłeś wykończyć rywala, to jedyny komentarz na jaki można sobie pozwolić, to np. "do wygranej/przewagi prowadziło...". Jeśli widziałeś, że masz przewagę, ale jej nie zrealizowałeś, bo nie potrafiłeś, to też nie można mówić, że to była wygrana. Była co najwyżej przewaga.
A już tłumaczenia czasem, to ja zupełnie nie trawię. Otóż, osiągnąłeś przewagę, bo źle gospodarowałeś czasem, zużyłeś go zbyt dużo, a przewaga jaką osiągnąłeś, nie pozwoliła się zrealizować na tym czasie, który sobie pozostawiłeś. Trzeba pamiętać, że siła gry rośnie wraz z wykorzystanym czasem do namysłu (zakładając, że nie myślę o pięknej koleżance, tylko analizuję). Tak więc, w pierwszej fazie gry, plus był po Twojej stronie, a w drugiej, to już rywal grał, bo miał więcej czasu.
Ot, taka jest moja filozofia na ten temat.
Długo do tego dochodziłem... Mój syn przez ok 2 lata miał bardzo duże problemy z czasem, a raczej niedoczasami. Stał pięknie, często na pograniczu osiągnięcia decydującej przewagi, ale w niedoczasie się podwalał. Ja rwałem włosy z głowy, aby znaleźć lekarstwo na niedoczasy. Aż mnie w końcu olśniło i znalazłem sposób prosty, jak konstrukcja cepa - trzeba nauczyć się lepiej grać!
Bez przesady, ja po wielu przegranych/zremisowanych partiach mówiłem, że miałem wygraną i nie widzę w tym nic złego, jeśli rzeczywiście pozycja była wygrana. Wygrana pozycja jest wówczas, gdy przy dobrej grze obu rywali przeciwnik nie może uratować partii. Powiedzmy pozycja z pionkiem przewagi w większości końcówek to wygrana pozycja, a to czy nie popełnimy błędu i prawidłowo zrealizujemy przewagę, to inna sprawa. Zawodnik ma prawo powiedzieć, że miał wygraną, gdy miał wieżę przewagi. Co z tego, że potem podstawił hetmana i partię przegrał. Miał wygraną pozycję i to jest niezaprzeczalny fakt.
Mnie też rywale wielokrotnie mówili, że mieli wygraną(a przegrali) i jakoś się nie obrażałem z tego powodu, akceptowałem te słowa jeśli uznałem, że ten ktoś ma rację i poprosiłem dowodów na to jeśli sądziłem, że ten ktoś nie ma racji.
acidity napisał:
to czemu nie wygrałeś, skoro miałeś wygraną? Gdybyś miał wygraną, to byś wygrał, a jeśli tak się nie stało, to znaczy że wygranej nie było.
"do wygranej/przewagi prowadziło...".
Czepianie się słówek, jak ktoś chce znaleźć coś obraźliwego w wypowiedzi drugiego człowieka, to zawsze znajdzie.
acidity napisał:
to czemu nie wygrałeś, skoro miałeś wygraną? Gdybyś miał wygraną, to byś wygrał, a jeśli tak się nie stało, to znaczy że wygranej nie było.
Bo nie umiałem zrealizować przewagi. Gdyby na moim miejscu grała Rybka, to wygrałaby 100/100 prób tą pozycję. To dowodzi, że pozycja była wygrana. Taka powinna być odpowiedź na to pytanie.
Słówka! Ot, niuanse słowne. Trzeba czytać ze zrozumieniem.
Nie rozróżniasz "miałem wygraną" od "miałem pozycję wygraną". Można mieć pozycję wygraną (2HSKpp / 2BKppp) i jej nie zrealizować (z różnych powodów).
Podobnie w pokerze. Można mieć wygrywające karty, ale przegrać (z różnych powodów).
Można w maratonie wbiec na stadion z przewagą 5 minut (pozycja wygrana) i nie być na mecie pierwszym (wygrana). Oczywiście i tutaj dodam to samo zdanie aby się wbiło w pamięć - z różnych powodów.
Najczęściej sam zawodnik jest kowalem powodu, dla którego (hehe, raczej z powodu którego) nie zrealizował możliwości wygranej (tzw. 100% sytuacji). Dlatego pretensje powinien mieć do siebie, a w szachach i do przeciwnika bo ... nie poddał się tylko walczył gdyż inaczej ocenił może i nie pozycję, ale sytuację.
Kiedyś (lekko po wyjściu z debiutu) jak fuszer na pole, które ja atakowałem 2 figurami, a przeciwnik je bronił takoż dwoma, ja spokojnie jedną z moich postawiłem na tym "dobrym" polu. Przeciwnik po chwili zastanowienia (BRAWO! - sprawdził czy nic nie święcę) zbił z uśmiechem. Spojrzałem zdziwiony i już chciałem się poddać, ale momentalnie przeanalizowałem zachowanie przeciwnika rundę wcześniej oraz inne znamiona i ... grałem dalej. Gdyby inaczej bronił ostatniego piona to prawdopodobnie partię bym wygrał, ale był remis (do końca z figurą mniej).
Pozycję "rozpatrywaną" miał wygraną ale jej nie wygrał z różnych powodów.
Szachy to nie tylko bierki i deska (czyli pozycja), ale i Ty z przeciwnikiem. Oprócz wiedzy szachowej, umiejętności jej wykorzystania, decyduje też psychologia.
Dla Rybki i innych krzemowych cudaków ten ostatni element jest w wartościach szczątkowych. Został dodany mimowolnie przez programistów tworzących algorytm. Dlatego program niekoniecznie wykonuje posunięcie najlepsze, lecz takie, które "uważa" za najlepsze (na podstawie odpowiedniego algorytmu oceny i decyzji).
lk85 napisał:
acidity napisał:
to czemu nie wygrałeś, skoro miałeś wygraną? Gdybyś miał wygraną, to byś wygrał, a jeśli tak się nie stało, to znaczy że wygranej nie było.
Bo nie umiałem zrealizować przewagi. Gdyby na moim miejscu grała Rybka, to wygrałaby 100/100 prób tą pozycję. To dowodzi, że pozycja była wygrana. Taka powinna być odpowiedź na to pytanie.
Z tym stwierdzeniem się nie zgodzę (jak można wyczytać z moich powyższych wypocin).
Pozycja była wygrana ale w innej sytuacji. W tej partii, w tej sekundzie, przy tych okolicznościach wygranej nie było. Pomimo tego, że była TEORETYCZNA wygrana. _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam,Tomasz Ptaszyński
Tomek, WIELKIE BRAWA! Dokładnie tak to widzę, co do joty. Pięknym podsumowaniem jest ostatnie zdanie.
Jak już wspominałem, bardzo długo do tego dochodziłem (szkoda, że Tomek wcześniej mnie nie oświecił, bo zaoszczędziłbym wiele czasu i nerwów). Zrozumienie problemu na te głębokość pojawiło dopiero niedawno, gdy przeanalizowałem sobie grę mojej córki. Ona notorycznie buduje piękne pozycje (także miało to miejsce w powolniaku), osiąga przewagi pozycyjne, materialne, ale jednak bardzo często ich nie realizuje. Oświecenie nastąpiło, gdy w pewnym momencie stwierdziłem, że ja bym to wygrał w kilka posunięć... ja bym wygrał, ale nie ona.
Przykład rybki niezbyt trafiony, bo gdybyśmy wzięli pierwszą lepszą partię szachistów o rankingu 2000, to ryba byłaby w stanie bezlitośnie wykorzystać każdą niedokładność i zmienić ją na punkt, a co za tym idzie, ocena pozycji na tym poziomie zmieniłaby się wielokrotnie. Nie można też oczekiwać, że grający raptem zamienią się w superarcymistrza....
Ooooo, przypomniał mi się fajny przykładzik. Kiedyś na turnieju w Policach grupka silnych kandydatów, a nawet FMów(może nawet jakiś IM tam był, ale już dokładnie nie pamiętam), analizowała pewną beznadziejną pozycję. Trwało do dosyć długo, aż w końcu wszyscy uznali że uratować się tego nie dało. Przyglądał się Małaniuk i gdy już mieli zwijać szachy, pokazał taki wariant, że towarzystwo zdębiało. Cała watacha wróciła i próbowali obalić. Bezskutecznie, Małaniuk odparł wszystkie warianty. No więc jaka była ocena pozycji? Zdaniem wataszki silnych szachistów było +-, a zdaniem arcymistrza było =. Oczywiście, na potrzeby np. książki, czy szkolenia należy przyjąć ocenę arcymistrza, ale w praktyce, tylko dla niego pozycja była równa, a każdy z nich przegrałby tę pozę ...
Kończąc, zapewniam, iż zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma prawo do odmiennego zdania i nie staram się nikomu nic udowadniać, a jedynie przedstawić własny punkt widzenia. Dla mnie wygrana jest tylko wtedy, gdy się wygrywa, a każdy z powodów dla których przewaga nie została wykorzystana wchodzi w skład sztuki szachowej, którą widocznie mamy niezbyt dobrze opanowaną.
Aaa, i jeszcze ostatnia sprawa - dlaczego nie powinno się mówić - miałem wygraną? Otóż, aby mieć wygraną, ktoś musi popełnić błąd. Czy zatem kłamstwem byłoby, gdyby rywal powiedział, że "miał remis"? Jeden twierdzi tak, a drugi inaczej, i co? A co jeśli, kilka posunięć wcześniej, to ta druga strona miała przewagę? No tak jest w końcu, oba mieli wygraną i remis? Który z nich ma większe prawa do tego stwierdzenia?
Nie rozróżniasz "miałem wygraną" od "miałem pozycję wygraną".
Rozróżniam, ale dla mnie potoczne wyrażenie "miałem wygraną" oznacza to samo co "miałem pozycję wygraną", bo w tym momencie mówię właśnie o pozycji.
acidity napisał:
A co jeśli, kilka posunięć wcześniej, to ta druga strona miała przewagę? No tak jest w końcu, oba mieli wygraną i remis? Który z nich ma większe prawa do tego stwierdzenia?
W pewnym momencie jeden z nich miał wygraną, potem role się odwróciły i ten drugi mógł to samo powiedzieć.
W tym temacie nasze rozumowanie jest różne(podobnie, jak w innych ). Wy analizujecie każde słowo, ja tak dosłownie wszystkiego nie odbieram. W sumie dobrze, że poruszyliście tą kwestię, bo wcześniej nawet na myśl mi nie przyszło, że ktoś może się na mnie obrazić za takie słowa.
Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.
Teraz można zamienić słowo "się śmieje" na "wygrywa" i wszystko jasne.
Pzdr. _________________ Szachy jak życie jest sztuką wyboru.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach