W przeciwnym razie szachy, nawet jeśli dużo dają, wciąż dają za mało, a biorą za dużo, do tego dochodzą inne wady, o których pisałem.
ale narkotyki nic nie dają (oprócz przyjemności) a ciągną jeszcze więcej
Żeby było jasne: nie porównywałem szachów do narkotyków
Cytat:
Można zrobić tak, że czas który bezproduktywnie marnujesz poświęcasz na trening szachowy. Takim sposobem wykorzystujesz 100% czasu i 100% życia
Kilku godzin dziennie na pewno nie marnuję, a jak jeszcze przestanę wchodzić na to forum więcej niż raz dziennie...
Jasne, że lepiej trenować, cokolwiek, niż siedzieć na forach albo oglądać Kubicę (niestety – lubię, ale pracuję nad tym ), ale jak pisałem, mnie chodzi o szachy jako wypełniacz czasu wolnego, nie jego urozmaicenie. Zresztą dotyczy to nie tylko szachów, ale każdego hobby, tyle że w przypadku rowerowego zjazdu albo freeride'u, wspinania, a nawet większości bardziej tradycyjnych sportów przetrenujesz się (albo coś sobie skasujesz) przy kilkakrotnie mniejszej objętości treningu, a sporty towarzyszące (bieganie, rower, siłownia – a przynajmniej drążek, pompki i brzuszki) akurat są niezbędne (a przynajmniej wskazane) niezależnie od dyscypliny, a nawet tego, czy ktoś w ogóle coś uprawia, czy nie.
Cytat:
wojtzuch napisał:
W każdym razie chyba każdy zgodzi się z tym, że proporcje między objętością treningu a postępami są w szachach wyjątkowo niekorzystne.
Ale proporcje między oglądaniem TV a postępami w czymkolwiek są jeszcze niekorzystniejsze.
Jasne. Chodzi po prostu o to, że jeśli zwiększysz obciążenia z dwóch godzin dziennie do czterech – i będą to prawie cztery godziny efektywnie, a nie krótkie zrywy rozdzielone co najmniej kilkakrotnie dłuższymi przerwami – nadal będzie to efektywny trening. Zwiększysz liczbę godzin do sześciu – wciąż się nie przetrenujesz, chyba że psychicznie, co gorsza, rywalizujesz z ludźmi, dla których taki trening to nie problem, bo wolą szachy od seksu, kina i wszystkiego innego. Nie wiem, gdzie leży granica, zwłaszcza jeśli ktoś zajmuje się tym zawodowo, a nie po pracy umysłowej... W dużej części sportów nie ma miejsca dla takich nałogowców. Poza tym wydaje mi się, że rozwój w szachach jest bardzo liniowy, a predyspozycje – i to już nie moja opinia, ale choćby "geniusza" Kamskiego – nie zmniejszają znacząco ogromu pracy do wykonania, zwłaszcza w XXI wieku.
Podsumowując: moim zdaniem w szachach sens ma albo zawodowstwo (a wcześniej trening z widokami zawodowstwa), albo rekreacja, ewentualnie niewielki objętościowo trening. Ale poświęcać kilka godzin dziennie przez wiele lat, aby dojść do jedynki, zwłaszcza że nie braknie takich, którzy będą gotowi siedzieć dwa razy dłużej...
Taki Carlsen uczy się w jakiejś czołowej szkole sportowej, gdzie ma indywidualny tryb nauki i wszystko ma podporządkowane treningowi i startom, nie ma w perspektywie trudnych studiów ani rywalizacji na rynku pracy pod względem znajomości języków ani żadnym innym, w wieku kilkunastu lat ma kilka zer na koncie i miliony na horyzoncie – zrobi maturę i będzie miał czas i pieniądze na mnóstwo rzeczy poza szachami, a studia skończy sobie po czterdziestce, jeśli będzie mu się chciało. Warto? Na pewno.
W przeciwnym razie kilkanaście procent wolnego czasu – oczywiście nie w skali dnia, ale co najmniej tygodnia – to wszystko, co moim zdaniem warto poświęcić na pojedyncze hobby, cokolwiek to jest.
Tylko to chciałem powiedzieć. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
moim zdaniem głupcem jest ten, który w imię podporządkowania się żonie czy też rodzinie lub pracy, rezygnuje ze wszystkiego, co tak naprawdę sprawia mu największą przyjemność.
U mnie jest inaczej. Przede wszystkim rodzina, praca a dopiero później przyjemności i samospełnienie.
Wydaje mi się, że opacznie zrozumiałeś wypowiedź acidity, zwłaszcza że wcześniej, w tym samym wpisie, precyzuje, co ma na myśli. Zresztą w tym zdaniu, które zacytowałeś, pisze o rezygnacji ze wszystkiego, a nie o priorytetach.
Dokładnie tak jak pisze wojtzuch. Rodzina i byt są na pierwszym miejscu, jednak nigdy nie zrezygnuję z tego co sprawia mi przyjemność, a niestety wielu tak postępuje niszcząc siebie, a rykoszetem też rodzinę (frustracja, kłótnie itp.).
wojtzuch napisał:
Kilku godzin dziennie na pewno nie marnuję, a jak jeszcze przestanę wchodzić na to forum więcej niż raz dziennie...
BTeraz zaglądam tylko do pojedynczych wątków i tylko ze strony głównej szachisty, a są też dni, kiedy wcale nie zaglądam. Byłem zaskoczony, jak wiele czasu zaoszczędziłem jak ograniczyłem swoją obecność tutaj i na innych forach.
Podzielam zdanie acidity'ego.
Ja najpierw robie to co najważniejsze, a potem w każdej wolnej chwili przysiadam do szachów. wojtzuch, Tobie szkoda tych wolnych chwil prawda?
Mówisz, że to strata czasu. Ale człowiek nie może ciągle tylko pracować, i stawiać kase na pierwszym miejscu (nie mówię, że wojtzuch tak robi!), musi mieć jakieś hobby.
Ale myślę, że sprawę kto ile trenuje trzeba traktować indywidualnie, uogólniając tylko, że:
Cytat:
Rodzina i byt są na pierwszym miejscu
Cytat:
lepiej trenować, cokolwiek, niż siedzieć na forach albo oglądać Kubicę
i ewentualnie
Cytat:
będą to prawie cztery godziny efektywnie, a nie krótkie zrywy rozdzielone co najmniej kilkakrotnie dłuższymi przerwami
Mówisz, że to strata czasu. Ale człowiek nie może ciągle tylko pracować, i stawiać kase na pierwszym miejscu (nie mówię, że wojtzuch tak robi!), musi mieć jakieś hobby.
Nie wiem już, jak jeszcze mogę wyjaśniać swój punkt widzenia... Pisałem o kilkunastu procentach czasu wolnego na pojedyncze hobby. I nie żeby starczyło czasu na drugi etat, ale na podstawowe rzeczy, jak czytanie, kino albo randki, a także inne hobby. I nie w skali dnia roboczego, ale tygodnia.
Zresztą to suche liczby, nie moje fantazje: normalnie pracujący człowiek, który chciałby spać tyle, ile potrzebuje, zachować higienę, ogólną kondycję i odżywiać się czymś innym niż tylko zupkami chińskimi nad klawiaturą (szachownicą), nie jest w stanie w ciągu tygodnia roboczego siedzieć nad szachami po kilka godzin, nie rezygnując z tak ważnych rzeczy, jak czytanie, kino lub teatr, randka, nawet jeśli nie ma innych domowych obowiązków niż wynoszenie śmieci, zakupy i odkurzanie. Na przykład:
Sen – 8 godzin.
Rozbudzenie się, rozgrzewka i ubranie się przed bieganiem – średnio 0,5 godziny.
Bieganie lub rower min. 3x w tygodniu po godzinie – średnio ok. 0,5 godziny.
Rozciąganie się, prysznic, zęby itp. – 0,5 godziny.
Śniadanie i inne drobiazgi – 0,5 godziny.
Praca z dojazdem i przerwą obiadową (lub obiadem po) – 10 godzin.
Zakupy, sprzątanie, formalności itp. – średnio 1 godzina.
Kolacja, wieczorny prysznic, jakieś newsy, zasypianie – 1 godzina.
Zostają dwie godziny przy doskonałej organizacji i nietraceniu czasu na forum Szachisty i w innych takich miejscach
I trzeba wybierać: albo gramy tylko trochę w szachy, ale chodzimy do kina, na randki, czytamy książki, słuchamy muzyki, gramy na komputerze, oglądamy Małysza, uczymy się języków itp., nie mówiąc już o innych hobby i sportach, albo zajmujemy się tylko szachami. A i tak to tylko dwie godziny. Jak pisałem, jest jeszcze inne wyjście: oszczędzamy na śnie, higienie, żywieniu, zdrowiu (bieganie, rower, spacery itp.) – ale co to za życie?
Zostaje więc weekend (jeśli ktoś może pracować tylko 40 godzin), ale w ten sposób niczego się nie osiągnie, prawda? No i trzeba czasem zagrać dłuższą partię...
Ja akurat nie muszę dojeżdżać, bo pracuję w domu, nie mam też takich obowiązków, jak dzieci, pies, samochód, ale wciąż musiałbym wybierać.
Cytat:
Ale myślę, że sprawę kto ile trenuje trzeba traktować indywidualnie, uogólniając tylko, że:
Cytat:
Rodzina i byt są na pierwszym miejscu
Cytat:
lepiej trenować, cokolwiek, niż siedzieć na forach albo oglądać Kubicę
i ewentualnie
Cytat:
będą to prawie cztery godziny efektywnie, a nie krótkie zrywy rozdzielone co najmniej kilkakrotnie dłuższymi przerwami
Na wszelki wypadek: ostatni cytat dotyczy wady szachów, nie zalety. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Napisałem także, że sprawę treningu trzeba traktować indywidualnie.
Cytat:
Na wszelki wypadek: ostatni cytat dotyczy wady szachów, nie zalety.
W ostatnim cytacie chodziło mi nie o to, że to akurat 4 godziny, ale o to, że trening to trening a nie
Cytat:
krótkie zrywy rozdzielone co najmniej kilkakrotnie dłuższymi przerwami
No właśnie o to chodzi, że nie dość, że cztery godziny to w szachach nie jest dużo, ale że nie jest dużo mimo tego, że wymaga to siedzenia w skupieniu nad deską, książką albo przed ekranem, podczas gdy w dużej części sportów maksimum efektywności uzyskujesz przy dużo mniejszym czasie treningu, i to zarówno nominalnym, jak i efektywnym. Krótko mówiąc, mistrzowski poziom możesz uzyskać szybciej, poświęcając na trening kilka razy mniej godzin, w dodatku masz w czasie treningu lub tego właściwego wysiłku czas na życie towarzyskie albo kontemplowanie okoliczności przyrody.
Tyle że w szachach dodatkowy, ogólnorozwojowy wysiłek nie jest absolutnie niezbędny, wciąż jednak jest bardzo wskazany, i to nawet nie ze względu na szachy jako takie, więc czas poświęcony na bieganie, rower i siłownię nie liczy się. Co najwyżej obciążenia będą inne.
Cytat:
Teraz widzę, jaki Ty masz plan dnia a jaki ja mam (bez wątpienia mam lżej )
Akurat to był przykładowy harmonogram kobiety pracującej.
Cytat:
i się zastanawiam gdzie Ty wcisnąłeś 4 godziny na szachy...
Nie dojeżdżam do pracy i często nie dochodzę nawet do typowych 40 godzin, ale poza tym z nikim się nie spotykałem, nic nie czytałem poza tym, nad czym pracowałem zarobkowo, olałem języki, mniej biegałem, rzadko chodziłem do kina, zrobiłem sobie długą przerwę od sportu, który uprawiałem, prawie nie słuchałem muzyki, mimo że to była moja największa pasja, przestałem grać na komputerze, chociaż to akurat chyba dobrze... Dzisiaj postrzegam to jako wegetację. Teraz robię to wszystko, a w szachy pogram sobie w weekend – i czasem coś sobie powtórzę, w końcu szkoda by mi było zapomnieć to wszystko, czego się nauczyłem _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
i się zastanawiam gdzie Ty wcisnąłeś 4 godziny na szachy...
Hmm... Polak potrafi...
Ja sobie mogę pozwolić na 4 godziny treningu dziennie (bo nie pracuję ale uczę się, a z nauką nie mam najmniejszych problemów, może dzięki szachom...?), ale i tak grafik jest bardzo napięty
I nie żeby starczyło czasu na drugi etat, ale na podstawowe rzeczy, jak czytanie, kino albo randki (...)
Bo szachista powinien szukać kobiety wśród szachistek Wtedy nie dość, że będzie miał trening, to na dodatek będą ciągle razem! A jak już pójdziecie do kina i film okaże się niewypałem, to zawsze możecie popykać na ślepo
Dołączył: Feb 25, 2008 Posty: 37 Skąd: Zachodniopomorskie
Wysłany: Czw Sie 07, 2008 8:59 pm Temat postu:
Cytat:
Wydaje mi się, że opacznie zrozumiałeś wypowiedź acidity, zwłaszcza że wcześniej, w tym samym wpisie, precyzuje, co ma na myśli. Zresztą w tym zdaniu, które zacytowałeś, pisze o rezygnacji ze wszystkiego, a nie o priorytetach.
racja
ale widze, że problemem jest organizacja wolnego czasu i ilość zaiteresowań wojtzucha. Musisz niestety z czegoś zrezygnowaći wybrać to co cie najbardziej interesuje np. szachy
Podając mój przykład moge powiedzieć, że tez mam bardzo napiety terminarz. Wychodzę z domu o 7 a wracam o 16 ale mimo tego znajduję czas zeby posiedzieć 2 razy w tygodniu z książką nad deską i zagrać ze trzy partyjki. Oprócz tego uczę sie angielskiego i gram u bukmachera (czasem ułożenie kuponu zabiera mi z godzine)
Ale najwięcej czasu poświecałem dziewczynie(sms-y, spotkania itd) Nie miałem na nic czasu, chociarz było to przyjemne _________________ I'm a passenger
Moje doswiadczenie JASNO wskazuje, ze NIE WARTO poswiecac szachom zbyt duzo szachow KOSZTEM innych (waznych) obowiazkow czy przyjemnosci! Oczywiscie kazdy za siebie decyduje, ale ja uwazam, ze w ciagu ost 6 lat grania na kurniku spedzilem ok 8000g (340x4=1360 x 6 = 8000). Z tego stracone (=niepotrzebne) bylo ok. 1/2! (czyli 4000g). Zamiast tego nalezalo (wg mnie) posiedziec w teorii (1,5tys g), a reszte czasu (2,5tys g) poswiecic na rozwoj wlasny, spotkania z przyjaciolmi, itp. Tak wiec moja rada: PAMIETAJCIE, ze szachy nie moga byc wazniejsze od zycia! (przy okazji: zycie jest zbyt krotkie na szachy, ale to wina szachow a nie zycia!) _________________ Szachowy amator. Szachy jako swietna, lecz mocno skomplikowana gra.
Hej
Ja uważam, że każdy ma swoją hierarchia wartości;
I jak we wszystkim musi być zachowana jakaś równowaga ("proporcja").
Jak mam czas to gram albo siedzę na forum; a jak wzywają obowiązki to już inna sprawa.
No a ci co mają za dużo czasu to tak naprawdę chyba nie mają zbyt wiele obowiązków i wtedy zaczynają dyskutować o uzależnieniu od np. szachów. - tak myślę.
(...) w ciagu ost 6 lat grania na kurniku spedzilem ok 8000g (340x4=1360 x 6 = 8000). Z tego stracone (=niepotrzebne) bylo ok. 1/2! (czyli 4000g). Zamiast tego nalezalo (wg mnie) posiedziec w teorii (1,5tys g), a reszte czasu (2,5tys g) poswiecic na rozwoj wlasny, spotkania z przyjaciolmi, itp.
Jak sobie pomyślę, jaki poziom można osiągnąć siedząc w teorii przez 1,5 tys. godzin, to dochodzę do wniosku, że to co napisałeś, to najmądrzejszy kawałek jaki powstał na tym forum od jego założenia.
Jakby to ujął Red ze Skazanych na S. ,,Święta prawda" 1.5tys. godzin w teorii ... sądzę ,że przy EFEKTYWNEJ pracy przez te godziny POZIOM(skill,umiejętności jak zwał tak zwał) niewiarygodny. Ja mam odwrotnie ... nie wiem czemu ciągle siedzę w książkach szachowych a kury nie odwiedzałem od lutego chyba. Jedynie czasem FICS nie wiem czy to też dobrze siedzieć po uszy ciągle w teorii. Pozdrawiam _________________ Stairway to Heaven
Teoria... Ja się oczywiście nie znam! Więc czy chodzi wam o teorię debiutów i końcówek? Wkraczamy w sprawy efektywnego treningu szachowego. Jeśli byśmy mieli na 6 lat do wykorzystania 1,5 tys. h to czy mądre by było poświęcenie całości na teorie która by była efektywnie i systematycznie zapominana? Ja na teorię z tego limitu poświęciłbym max. 0,5 tys h. na teorię.
Ale podejrzewam, że was źle zrozumiałem...
Y - Szachista
a - Ilość czasu poświęcona na teorię w stosunku do całkowitego czasu poświęconego szachom [%]
b - Ilość czasu poświęcona na grę w stosunku do całkowitego czasu poświęconego szachom [%]
c - Zadowolenie z gry: od 0 do 1
d - ranking*100 [%]
e - współczynnik zadowolenia dobrego szachisty (w przybliżeniu - nieskończoność)
dla spełnionego szachisty Y>50%
Moje parametry:
a=15%, b=60%, c=0,9 Y=67,5%
Nie kombinujcie z a=40% i b=60% i c =1 bo na forum siedzicie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach