Wysłany: Sob Sie 23, 2008 10:53 pm Temat postu: Potrzebne umiejętności
Mam takie sobie pytanie. W grach typu szachy, szogi, szachy chińskie - Jak bardzo umiejętności zależą od myślenia, a jak bardzo od inteligencji ? Chodzi mi o to czy to jest tak, że przeciętny człowiek, który gra z rok będzie wygrał z takim bardziej inteligentnym, który grał najwyżej kilkanaście razy. Wiem, że zadaje dziwne pytania, ale bardzo zależy mi na tym, żeby się dowiedzieć jak dużo zależy od doświadczenia, a jak dużo od wrodzonej umiejętności myślenia.
Ale konkretów tam nie ma jak rzuciłem okiem. Więc jak myślicie? Kto teoretycznie jest lepszy w moim przykładzie? Chociaż dzięki za linka, jest tam kilka ciekawych rzeczy.
Na dole jest łącze do pełnego tekstu. Poza tym to niejedyny tekst na ten temat, wystarczy zgooglować.
W każdym razie dość częsta jest opinia, że dobra gra w szachy świadczy przede wszystkim o umiejętności gry w szachy, podobnie dobre wyniki w testach IQ świadczą przede wszystkim o umiejętności rozwiązywania testów IQ. Jeśli chodzi o zdanie tzw. geniuszy szachowych, twierdzą oni, że o ile coś takiego jak geniusz szachowy w ogóle istnieje, ma on niewielkie znaczenie ("Geniuses are made, not born").
Zależy też, o jakim poziomie mówimy. Jeśli chodzi o dzieci, wszystko jest w tych opracowaniach (nie czytałem). Dojście do mistrzostwa tak czy inaczej wymaga tysięcy godzin samego treningu. Gdy patrzę na czołówkę, wydaje mi się jednak, że przydaje się też coś więcej. Fischer – paranoik, Topałow od czasu toiletgate chyba próbuje iść w jego ślady, Kasparow – furiat, Carlsen w rozmowie patrzy wszędzie, tylko nie na rozmówcę, Iwanczuk odpływa do własnego matriksa.
A co do głównego pytania, dużo chyba zależy od tego, czy ten, który gra rok, tylko gra, czy trenuje jak należy. Pewnych rzeczy talentem nie nadrobisz. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
Gdy patrzę na czołówkę, wydaje mi się jednak, że przydaje się też coś więcej. Fischer – paranoik, Topałow od czasu toiletgate chyba próbuje iść w jego ślady, Kasparow – furiat, Carlsen w rozmowie patrzy wszędzie, tylko nie na rozmówcę, Iwanczuk odpływa do własnego matriksa.
Mnie zastanawia bardziej, czy to o czym piszesz, to nie jest konsekwencja bezgranicznego poświęcenia się 64 polom. Dołączyłbym do tej galerii Akibę Rubinsteina, który wpadł w schizofrenię na starość...
Wydaje mi się, że nie jest to konsekwencją. Myślę, że żeby grać dobrze w szachy, inne gry logiczne czy ogólnie być w czymś geniuszem, trzeba mieć nie do końca poukładane w głowie. Przykładem tego mogą być sawanci: z jednej strony idioci, z drugiej geniusze.
Pewnie każdy z nas ma w sobie jakieś zaburzenia tylko trzeba je umiejętnie rozwinąć
Gdy patrzę na czołówkę, wydaje mi się jednak, że przydaje się też coś więcej. Fischer – paranoik, Topałow od czasu toiletgate chyba próbuje iść w jego ślady, Kasparow – furiat, Carlsen w rozmowie patrzy wszędzie, tylko nie na rozmówcę, Iwanczuk odpływa do własnego matriksa.
Przychdzi młody człowiek do klubu szachowego, zaczepia najlepszego trenera i pyta:
-Nauczy mnie pan grać w szachy?
-A dlaczego chcesz grać w szachy?- ciekawi się instruktor.
-Dlatego że chcę zostać zawodowym szachistą.
-Zawodowym szachistą? W dzisiejszych czasach? Czyś ty chłopcze do reszty zwariował?
-A czy to niezbędne?
-W sumie to nie ale pomaga.
Wydaje mi się, że nie jest to konsekwencją. Myślę, że żeby grać dobrze w szachy, inne gry logiczne czy ogólnie być w czymś geniuszem, trzeba mieć nie do końca poukładane w głowie. Przykładem tego mogą być sawanci: z jednej strony idioci, z drugiej geniusze.
Pewnie każdy z nas ma w sobie jakieś zaburzenia tylko trzeba je umiejętnie rozwinąć
Od dawna truję, że normalnością jest, że nie ma ludzi normalnych.
Talent (również szachowy) jest nienormalnością, możemy być z naszej ułomności dumni. _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
www.kolegiumsedziow.prv.pl - konkurs Przepisów gry. Zapraszam,Tomasz Ptaszyński
Gdy patrzę na czołówkę, wydaje mi się jednak, że przydaje się też coś więcej. Fischer – paranoik, Topałow od czasu toiletgate chyba próbuje iść w jego ślady, Kasparow – furiat, Carlsen w rozmowie patrzy wszędzie, tylko nie na rozmówcę, Iwanczuk odpływa do własnego matriksa.
Mnie zastanawia bardziej, czy to o czym piszesz, to nie jest konsekwencja bezgranicznego poświęcenia się 64 polom. Dołączyłbym do tej galerii Akibę Rubinsteina, który wpadł w schizofrenię na starość...
Nie wyciągałbym zbyt pochopnych wniosków na podstawie kilku osób. W szachy grają tysiące ludzi i bardzo wielu z nich poświęca się im równie mocno co w/w (nie każdemu talent pozwala być sławnym i największym) i nie każdy ma odchyły od normy. Poza tym, zachowania/choroby o których piszesz dotykają wszystkich niezależnie od wykształcenia, pochodzenia i stylu życia.
Prowadząc obserwacje własne zawsze trzeba brać poprawkę, że w głowach najłatwiej utrwala się m.in. to co najgorsze a na szarych ludków nawet nie zwrócimy uwagi, przez co później możemy wyciągnąć mylne wnioski. Zresztą sami zobaczcie, że wymieniacie dziwności, a nie wspominacie o innych nie mniej znanych, ale normalnych... Tu by trzeba było przeprowadzić badania naukowe z długopisem w ręku.
Z uwagi na charakter pracy jaki wykonuję, dosyć często spotykam siez dziwnymi ludźmi. Byłem np. u kobiety, która miała na środku pokoju kilka ton bruku z granitu, a kuchni tyle złomu, że w pewnym momencie wszystko się osunęło i uniemożliwiło otwarcie drzwi. Była też gigantka o której głośno było w prasie, która miała tyle śmieci, że ciężarówkami trzeba było wywozić. Ja tam byłem i wierzcie mi, że było ich tak wiele, że nie było nawet widać okien. Inna kobieta zbierała stare ubrania. Do jej mieszkania wchodziłem po drabinie, bo szmaty w całym lokalu były rozłożone na wysokość 2,3 - 2,5 metra (wysokość pomieszczeń 3 m) a żeby wejść do pokoju, trzeba było się czołgać przez prześwit 40 cm. Takich perełek było więcej Były też i mniejsze odchyły.
Gdy patrzę na czołówkę, wydaje mi się jednak, że przydaje się też coś więcej. Fischer – paranoik, Topałow od czasu toiletgate chyba próbuje iść w jego ślady, Kasparow – furiat, Carlsen w rozmowie patrzy wszędzie, tylko nie na rozmówcę, Iwanczuk odpływa do własnego matriksa.
Ja przyznam szczerze, że też do końca normalny nie jestem, jednak czy to mi pomaga w szachach? Tego nie wiem.
Gdy patrzę na czołówkę, wydaje mi się jednak, że przydaje się też coś więcej. Fischer – paranoik, Topałow od czasu toiletgate chyba próbuje iść w jego ślady, Kasparow – furiat, Carlsen w rozmowie patrzy wszędzie, tylko nie na rozmówcę, Iwanczuk odpływa do własnego matriksa.
Ja przyznam szczerze, że też do końca normalny nie jestem, jednak czy to mi pomaga w szachach? Tego nie wiem.
Pisałem tylko, że przydaje się też coś więcej. Ze ścisłej czołówki nie wymieniłem też Kramnika i Morozewicza. (Na marginesie: ten drugi twierdzi, że szachy nie są sensem jego życia).
Z dalszej czołówki zupełnie OK wydaje się też na przykład Aronian: nie odjeżdża, nie ma tików, nie dłubie w nosie tuż przed kamerą, po porażkach zachowuje się jak należy, najwyraźniej ma czas na prysznic i spojrzenie w lustro, umie skupić wzrok na rozmówcy, umie spowolnić język w stosunku do tego, co mu mózg dyktuje, i tak dalej. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
tutaj wszyscy zwracamy uwagę na to, że, owszem, można poświęcić lwią część życia pracą nad szachami, ale zawsze należy pamiętać, że w życiu niezbędny jest zarówno rozwój intelektualny (o ten w ogóle się nie martwię patrząc na arcymistrzów...), jak i emocjonalny - no ten może przez dziesiątki lat pozostać w tyle. Taka prawda niestety. Aktorskie miny, pozy, zachowania w wykonaniu takiego Iwanczuka (btw. ponoć człowiek o niezwykłym poczuciu humoru) czy Kasparova - wszystko ok, dopóki to ma być otoczka psychologiczna w walce z rywalem. Gorzej jak ktoś taki zabrnie za daleko. Wspomniany przeze mnie A. Rubinstein to może akurat nie jest najlepszym przykładem, no bo na jego losy wpłynęła zapewne II wojna światowa (czytałem jego biografię). Poza tym zawsze był człowiekiem wielkiej klasy, pełna kultura itd.
Ja przyznam szczerze, że też do końca normalny nie jestem, jednak czy to mi pomaga w szachach? Tego nie wiem.
Wątpię, lk. Historia zna niestety wiele przykładów przejścia od geniuszu do kompletnego pojebania, ale nie słyszałem nigdy aby ktoś tą drogę pokonał w odwrotnym kierunku. _________________ pay attention or pay the price
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach