Akurat ustawiałem dzieciom TVN, jak raptem do pokoju wpadła moja córka z krzykiem - Bobby Fiszer nie żyje! Szok
Przez moment myślałem, że żartuje, albo coś jej się pomyliło, ale jak na nią spojrzałem, zobaczyłem że jest bardzo przejęta, niemalże wstrząśnięta - było jasne, że wie co mówi.
Nie darzyłem jego światopoglądu wielką sympatią, ale twórczość tak. To nie ważne, że od wielu lat nie grał i ukrywał się przed światem. Zawsze podchodząc do regału z książkami i biorąc do ręki zbiór jego partii miałem świadomość - ten człowiek żyje i gdzieś tam sobie mieszka. Często zastanawiałem się, czy nadal gdzieś ukradkiem, może nawet przez Internet grywa w szachy? Czy śledzi na bieżąco co się dzieje w środowisku szachistów? A dziś podszedłem, książkę wyciągnąłem i tak sobie pomyślałem - właśnie umarł jeden z najwybitniejszych szachistów wszech czasów...
Jan Piński o Fiszerze
http://www.wprost.pl/ar/121801/Genialny-wariat/
| Cytat: |
| Fischer wymyślił także "swoje szachy", w których pozycję początkową figur losuje się przed partią. Praktycznie eliminuje to teorie debiutów i sprawia, że samodzielna walka trwa od pierwszego ruchu. Ta odmiana szachów jest bez wątpienia przyszłością tego sportu. |
Byłoby to bez wątpienia ukoronowanie "na wieki"
I jeszcze bardzo ciekawe spostrzeżenie jednego z użytkowników forum http://www.***/
| exmaster napisał: |
Wiecie co. Tak sobie mysle, ze smierc Fischera jest takze symboliczna!
Krol szachow zmarl w wieku 64 lat. Kazdym rokiem zycia przemierzal jedno pole na szachownicy. Kiedy mial 32 lata odebrano mu oficjalnie tytul. Wtedy Fischer przeszedl przez linie dzielaca szachownice na 2 polowy. Na pierwszej polowie rozwijal swoje figury charmonicznie, DYNAMICZNIE, byl przykladem za ktorym wszyscy podazali. Pragnac zawladnac przestrzenia przeprawil sie do obozu nieprzyjaciela i zaczal walczyc z kazdym.
Gdzies w okolicach pola g6 (w 1992 roku) dal pokazowego mata Spassky'emu. Wtedy partia zostala dokonczona. Ale mial do przebycia jeszcze kilka pol na szachownicy.
Blakajac sie ze swoja armia rzucal wyzwania nowym, przypadkowo napotkanym nieprzyjaciolom, choc tak naprawde jego partia zostala juz dograna do konca.
I wreszcie todarl do ostatniej bazy, ostatniego pola dlugiej i wyczerpujacej wedrowki.
Wbil 2, czerwone od krwi nieprzyjaciol, miecze w ziemie i rozejrzal sie dookola. Dluga podroz dobiegla konca.. Wyczerpany polozyl sie w swej zbroi na ziemi i zasnal dlugim, nieprzerwanym snem.. |